Król jest nagi

Pojęcie często używane w różnych formatach, czasie, sytuacjach. Pomijam wyraz w tytule, nagi… Można być królem także kuchni, boiska, skoków narciarskich, biegów, no i czasem o królowaniu mówią żony do mężów, raczej na początku związków. Profesor Jerzy Bralczyk jest wybitnym znawcą polskiego języka, wytyka nasze błędy w sposób dowcipny, trafia do każdego umysłu, obojętnie od wieku, inteligencji. Niedawno ktoś cytował Zacnego Profesora, aby zwracać uwagę co się mówi, bo jest różnica “mam długi a mieć długiego”… Taki drobiazg, jak w żydowskim dowcipie “mam mały interes do ciebie”… Barwy językowe są czasem zabawne. Podobnie z życiem, telefonami. Słyszę, że jakoby należy zakazać zawodnikom używać telefonów w parkingu?! Cenzura, zamach na prywatność? Żona oczekuje w klinice dziecka, mąż ojciec startuje w meczu, dzwoni a nie może? Najlepiej nie czytać niczego, nie pisać, tylko gadać? Nie stwarzajmy idiotyzmów, broniąc bezczelnie kompleksów. Zakaz niczym prohibicja, uruchamia szarą strefę.

NIE jestem przypięty tylko do żużla w swojej zawodowej kadencji, otóż oglądam i wypowiadam swoje komentarze na tematy sportowe innych dyscyplin, wychodzę też na inne place, z których estrada jest mi bliska tak jak sport, w tym speedway. Nie raz, nie dwa poruszałem temat wjazdu kamer telewizyjnych w strefy intymne zawodników, jakoś mimo dziennikarskiego oka nie wyobrażam sobie, żeby podpatrywano bez zgody Messiego czy Lewandowskiego w szatni. Bywają różne szatnie, to może być boks F1, narożnik ringu (paskudny wgląd, mało estetyczny i jakoś trwa w ekstazie obijania jednego przez drugiego zawodnika/, no są różne miejsca, których sportowiec potrzebuje sam na sam w uniesieniu radości albo żalu po przegranej frazie. W tenisie kamera nie wędruje za atrakcyjną Igą Świątek, jeśli schodzi na chwilę z kortu… Koniec. Sport jest szaleńczo piękny i bywa okrutny w przekazie wypadków, okoliczności pechowych. NIGDY nie byłem zwolennikiem publikacji zdjęć z życiowych dramatów, kiedy prowadziłem redakcje czy budowałem napięcie redagując gazetę. Mamy różne poglądy, komentarze, opinie na temat wzniosłości i klęski w sporcie, życiu, bo czy sport odbiega w uczuciach od tego, co przeżywamy na codzień? Nie. I nie piszę tego w formie przekazu dla uniwersyteckich studentów. Tym razem nie. Tłumaczyłem im inne kwestie podobne, gdyż życie jest pełne niebezpiecznych zakrętów. Nie tylko są cztery wiraże, lecz zawsze jest start i meta. Nadto przebiegłość, sędziowskie mimowolne błędy.

Refleksje moje pobudziła kwestia ukarania Duńczyka Mikkela Michelsena z lubelskiego Motoru, który w czasie meczu w Zielonej Górze miał irytujące 3 defekty!!! Prowadzący telewizyjne studio na stadionie – Marcin Majewski (Canal +) nazwał Duńczyka “królem defektów”, co poleciało w komunikacie do tysięcy fanów. Michelsen, którego awarie doprowadziły do szewskiej pasji, na Twitterze nazwał Mr. Majewskiego “królem głupoty”. Współczuję obrażonemu. Jeszcze doszło do przepychanek w parkingu z operatorem wszędobylskiej kamery. Duński syndrom? Tym razem nie Nicki Pedersen a Michelsen w roli głównej. Posypał się zatem hejt i nie będę powtarzał co pisano, lektura pouczająca. Osoby publiczne muszą liczyć się ze skutkami swoich poczynań, siły autorytetu lub słabości. Komisja Orzekająca Ligi (KOL) ukarała szybko 26 – letniego duńskiego wojownika, tak pechowego na torze Falubazu bardzo wysoko – 10 tysięcy złotych (przekaz charytatywny na szczęście). Kropka. Afera zrobiła się cacy… Zawodnik nie utrzymał niestety nerwów na lince, wystrzelił i ma przykrą lekcję… Nazwanie Marcina Majewskiego “królem głupoty” kosztowało pechowego Michelsena ponad 2 tysiące euro. Tysiąc za jedno słowo!

A tu znów słyszę w TV: “ idziemy do biegów”… A więc biegamy na motocyklach do upadłego, idziemy pociągiem, czołgamy na rowerach, płyniemy samolotami. Ustalmy co jest biegiem a co wyścigiem… Raz na zawsze. “ Bieg na motorze”, dziwi się Zosia…

A co do “węszenia” w parkingu mam swoje niezmienne zdanie; otóż wyczucie, takt  decydują o poszanowaniu dyskrecji, bo każdemu wolno poskrobać się tam, gdzie nie powinno oko rejestrować, pokazywać publicznie wszem i wobec. Sportowiec nie jest na sprzedaż, NIKT, kiedyś dobitnie ten fakt podkreśliła Ewa Demarczyk w wywiadzie TV dla Edwarda Miszczaka –  “ja nie jestem na sprzedaż”, co zresztą kilka razy w życiu cytowałem pisząc o artystce estrady światowego formatu, jaką była Ewa. DEMARCZYK z “Piwnicy pod Baranami” i jej cudny “Grand Walse Brillante” albo “Tomaszów”.

Ale się zapędziłem, jadę… Gdzie? Pod Jasną Górę. Tam nie bardzo się wiedzie Włókniarzowi i prezesowi Michałowi Świącikowi, który zatrudnił debiutanta w roli szkoleniowca Piotra Świderskiego. Tenże po zakończeniu kariery przeplatanej kontuzjami, komentował we wspomnianym powyżej kanale TV speedway. Czytał zgrabnie “grę”, klarownie, spokojnie. Podkreślałem, że ma do tego dryg. Złożono mu ofertę pracy szkoleniowej (trenerem na papierze nie jest, tak jak i wielu instruktorów żużlowych w Polsce, ja też nie jestem profesorem…) w Rybniku. Do debiutu nagle nie doszło, rozstanie z ROW było spektakularne, które szybko zmieniło adres na Częstochowę. Powiało optymizmem, bez potwierdzenia… No i jest cienko… Już pomijam uparty lans byłego zawodnika z ROW Rybnik, lecz Piotr Świderski jest w dołku. Ktoś dobrze wystartował ale przyjechał na metę ostatni. Taki sukces? Nic na siłę, w Częstochowie jest taka moc tradycji, że Włókniarz jest skazany na sukcesy, na balans medalowy, historia klubu potwierdza taką tezę. Przed Świderskim drużynę prowadził Marek Cieślak, który jest teraz w Rybniku. Jakieś prądy płyną od Częstochowy po śląską ziemię, która też ma tradycję bogatą jak węgiel. Zamienił stryjek siekierkę na kijek…

RÓŻNE bywają więc królowania, różne panowania, zakręty życiowe i Twitter się grzeje,  wręcz płonie. Michale czy ci nie żal? Kibice wracają na stadiony, igrzyska pora zacząć, bo play – offy na karku. To jest sól ligowa: być w pierwszej czwórce i walczyć o medale, na taki przebieg czekają fani, niecierpliwią się sponsorzy i radni, którzy dają pieniądze na speedway. Ligomania jest esencją każdej dyscypliny sportu, bez tego kibic więdnie.

BEZ – głupot, bez udawania, żużel jest wymagający pod każdym względem, obojętnie gdzie się siedzi, stoi, leci, chyba, że… “idziemy do biegu”. Kto tak powiedział? No kto?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s