80 – letni fedrunek Andrzeja Wyglendy

Rybnicka szkoła żużlowa była “uniwersytetem górniczym”. Chłopcy chcieli ścigać się z różnych stron tego regionu. Były stare kopalnie, potem narodziła się szalona inwestycja pt. Rybnicki Okręg Węglowy i powstało od lat sześćdziesiątych kilka kopalń nowych /chichotem historii będzie ich zamykanie/. Żużel na stadionie przy ul. Gliwickiej był kuźnią talentów, które zapisywały się do szkółki. Można było robić selekcję; znany mi ongiś sekretarz klubu niezwykle skrupulatny Antoni Fic, podobno, gdy zgłaszał się kandydat i miał na imię tak jak on, czyli Antoni – już na progu był przyjęty. Czy Antoni Woryna, Antoni Fojcik czy Antoni Skupień są spadkobiercami skromnego, zasłużonego działacza rybnickiego klubu? Antoni, Antoni… A tu mamy innych, którzy zapracowali na symbolikę drużyny niegdysiejszej stolicy ROW. Górnictwo objęło patronat nad sportem, w żużlu Tadeusz Trawiński, inżynier znający język angielski był wytrawnym miłośnikiem speedway’a. Miał autorytet naturalny, nie tylko zresztą on, na stadionie Górnika urządzano imprezy w stylu europejskim, pokazy przed turniejami, meczami, latały samoloty, lampki górnicze postawione na bandzie drewnianej/ tak, tak, były takie wtedy i długo przecież “ parkiety”/, było kolorowo, górnictwo finansowało mocno sport i miało nad nim kontrolę wzorową, w odróżnieniu od innych patronów w różnych klubach polskich. W takim porządku ROW –  talenty wyrastały i nabierały stylu. Sznyt.

Jurek Szczakiel z Andrzejem – F. Leon Majsiuk

Kiedy był mecz czy impreza rangi ogólnopolskiej, mistrzostw świata z okolic bliskich i dalekich zjeżdzali się kibice, z dworca PKP falangi fanów w rodzinnym nastroju maszerowały przez całe miasto na stadion, po drodze przy stoliczkach można było kupić bilety, programy i pamiątki. Bez tłoku, modelowo, warto pomyśleć nowym prezesom, co dawnej robiono atrakcyjnie i udanie. Tradycją było na stadion przyjść; imprezy wczesną porą niedzielną, więc obiad o godzinie 12.00, rosół, rolada, kompot, kołocz i marsz na żużel. Święto, niedziela, sport jak karuzela. Nad stadionem unosił się zapach charakterystyczny, który oznaczał, że zawodnicy grzeją motory. Uciecha dla wszystkich, dzieci, młodych, starych, rodzinny styl oglądania żużla miał początki sympatyczne, tłumne. Atmosfera familijna sprzyjała temu, żeby o żużlu rozmawiać zażarcie, więc dyskutowano prawie wszędzie. Tak to było, niczym na obrazkach, pożółkłych zdjęciach i folderach, gazetach, które są w szafach, walizkach kibiców związanych z żużlem od zawsze. I na zawsze.

Zjawił się ongiś na stadionie filigranowy, ładny chłopiec, nie miał na imię Antoni tylko ANDRZEJ, syn Jana Wyglendy, powstańca śląskiego, z rodziny, która tradycje tego regionu ma we krwi. Patriotyczna rodzina, matka Gertruda tragicznie zginęła od szrapnela w mieście pod koniec wojny, kiedy Andrzejek miał zaledwie lat cztery. Szkoleniowiec Górnika Józef Wieczorek, były żużlowiec, rodem z Tarnowskich Gór popatrzył na synka i chyba chciał większego. Coś jednak drgnęło, zawsze jakaś iskra tworzy historię i Wyglenda jr. pojawił się aktywnie na torze. Sprytny był, szybki był, start i jazda do mety max. Zaczęła się zatem kariera mistrza Polski, reprezentanta Polski, mistrza świata. Niesłychane, co?! No tak. A Górnik, ROW – 12 razy był drużynowym mistrzem kraju. Klub opleciony tradycją górniczą w sposobie zarządzania, świetnie dyrygowany przez działaczy/ Jerzy Kucharczyk, Hubert Kasperek, Mieczysław Korbasiewicz, Brunon Sobel, Stanisław Jankowski, Jerzy Kubik, Józef Cycuła/, których kierowało do klubu rybnickie zjednoczenie węglowe, stał się marką i w okresie rozkwitu funkcjonowało sprawnie 12 sekcji z tytułami mistrzowskimi różnej rangi. Andrzej Wyglenda brylował a miał kompanów nie byle jakich, oto drużyna z braćmi Majami, Tkoczami, Woryną, Grytem oraz innymi/ będzie okazja, wspomnę kiedyś, bo warto!/, walczyła i “fedrowała” medale. Andrzej Wyglenda był królem w zdobyczach punktowych w drużynowych MŚ. Ile ten “chłop”uzbierał medali, szarf, dyplomów? Ile przeżył radości! Zrobić wystawę fest satysfakcja. Niech nam żyje górniczy, sportowy stan! Wspomnienia barwne jak pocztówki.

1971 rok. Finał mistrzostw świata par, faworytami Nowozelandczycy Barry Briggs i Ivan Mauger, obaj z Christchurch, potęga na torze. Szef polskiego żużla Rościsław Słowiecki, wojskowy oficer, który miał “instynkt”, 7 zmysł, wyznaczył bez ceregieli Andrzeja Wyglendę i… Jerzego Szczakiela z Kolejarza Opole. Niedawno wspominałem ten turniej z Andrzejem Grodzkim, wtedy prezesem tamtejszego klubu, późniejszym przewodniczącym polskiego speedway’a i długoletnim działaczem rangi międzynarodowej. Polacy zdobyli komplet punktów w stylu fantastycznym, bo nic nie była w stanie ugrać z nimi para Nowej Zelandii. Szok. Wspaniała impreza, triumf fantazji, odwagi, popis brawury, kibice niemal “zwariowali”, bo “wypasiony” sprzętowo duet przegrał z biało – czerwonymi, nie faworytami. Uff. Turniej bajeczny, chłopcy pojechali po złoto. Extra “szychta” zadziwiła daleko od Rybnika, poza Polskę!

Cztery razy/!/ Andrzej Wyglenda został mistrzem indywidualnym Polski! Byłem ongiś z nim w bawarskim, Olching, Polacy walczyli w eliminacjach IMŚ. To było dawno, czerwiec, upalnie, Boże Ciało, startowali tam jeszcze Edward Jancarz, Zenon Plech, Marek Cieślak…  Pensjonat “Schiller” nad Izarą…Muzyka bawarska na ostro i piwo “Rosenheim”. Zjechało dużo rodaków, sporo ze Śląska.

WYGLENDA w polskim, rybnickim żużlu znaczy wiele, dla niego macierzysty klub jest ikoną. Związany od początku do końca, na dobre i złe. Nigdy nie ciągnęło go, “gdzieś” tam i po “coś” tam! Miał Andrzej także epizod poselski, razem z innym wybitnym sportowcem, asem kolarstwa Ryszardem Szurkowskim. Syn Andrzeja –  Wojciech odziedziczył geny po tacie, lecz przykra kontuzja wyeliminowała go ze sportu. Podobnie, jak i tatę, bardzo groźny wypadek i uraz kręgosłupa na torze w Bydgoszczy, lecz na szczęście dobrze skończyło się zdrowotnie. Sportowo jednak nie. I Andrzej zakończył karierę, choć chciał jeszcze startować. Szkoda.

Ile razy dawniej jechałem na stadion z Katowic starą drogą, przejeżdżałem obok domu w Paruszowcu, dzielnicy Rybnika, gdzie mieszka mistrz Andrzej Wyglenda; dom obok trasy, ojcowizna. Zadbany, kwiaty w ogródku. Kawa na stole. Fajnie. Nie kurzymy.

4 maja 2021 ANDRZEJ WYGLENDA obchodził urodziny 80 lat! Jaki piękny “geburstag”, życzę zatem serdecznie: ad multos annos!!! Flaszki nie obalimy, innym razem. Kariera Jubilata na torach żużlowych przykładna, owocna, górniczy fedrunek wielki, niczym kopalniana hałda. No to pyrsk!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s